niedziela, 28 lipca 2013

We are wild, we are like young volcanoes.

Proszę wybaczyć, ale ostatnio moje życie układa się zbyt dobrze, aby zawracać sobie głowę pisaniem postów na blogu, który miał służyć mojemu narzekaniu na dosłownie wszystko.
Pozwolę sobie w tym miejscu napisać to, co wyskrobałam prawie 500 km od domu, aby jakoś zasypać przepaść, którą spowodował brak mojej obecności.

         Luty był okresem, w którym nie czułam się najlepiej, a mój nadgarstek znów wyglądał jak pole bitewne po przegranej walce. Wyrabiałam wtedy dowód osobisty, aby móc pojechać do Paryża. Naturalnie musiałam iść do fotografa, aby zrobić zdjęcia. Teraz, do nowej szkoły, nowe zdjęcie również było konieczne.
Po dokładnym przyjrzeniu się obu fotografiom, zauważyłam, że teraz uśmiechają się nie tylko moje usta, ale i oczy. Na zdjęciu z lutego uśmiecham się tak fałszywie, nieszczerze, że czuję to, kiedy sama na nie patrzę.
Nie mam zamiaru studiować innych fotografii z okresu mojego ostatniego załamania, ale wiem, że szczęśliwa jestem od niedawna. Choć na wspomnienie Twojego imienia nadal czuję ucisk w gardle i ciepło w kącikach oczu, to nie będę znów przez Ciebie płakała, bo po prostu nie warto.
Nie wiem, jak zachowam się, gdy ponownie znajdziesz się obok mnie. Pewnie będę się zachowywała normalnie, ale w oczach będę miała nie tyle złość nienawiść, co żal, że nie byłeś w stanie ze mną normalnie porozmawiać. Trudno, jakoś to przebolałam, przeboleję i to, że dla Ciebie ważniejszy jest ktoś inny. Przyzwyczaiłam się do tego, że nikt nigdy nie wybiera mnie jako tą pierwszą. Przeważnie jestem złem koniecznym, ostateczną ostatecznością. Dlatego już nie boli mnie to tak bardzo.
Mam dziwną, bezpodstawną nadzieję, przeczucie, że nadchodzące zmiany będą dobre, pożyteczne i zmienią wiele na lepsze. Po prostu pozwolę rzeczom się dziać, ale jednocześnie będę się starała, aby było jak najlepiej, Nawet jeśli nie zadzwonią do mnie i nie będę śpiewała na tym całym koncercie, na co liczę od zeszłego roku. Nawet jeśli nie znajdę sobie drugiej połówki. Nawet jeśli nie będę dawała sobie rady w szkole, to będę robiła, co w mojej mocy, żeby było mi dobrze.
Może jest to egoistyczne,ale martwiłam się o innych zbyt długo. Choć ostatnio nie przejmowałam się nikim. Nawet sobą. Czas to zmienić.
Czas może i zostawił blizny, ale wyleczył rany i nie pieką one tak, jak kiedyś. Co prawda ciężko jest zapomnieć, co było, ale nie można zatrzymywać się w jednym miejscu i wiecznie rozgrzebywać swoje porażki. Na pewno wiele rzeczy mi nie wyjdzie, ale, jak na razie, przyszłość wygląda jasno.

"Namalowałam obraz rzeczy, których chciałam najbardziej.

Kolor po ciemniejszej stronie wszystkich moich najjaśniejszych nadziei.
Ale potwór stoi tam, gdzie miałeś być Ty,

Więc domaluję Ci skrzydła i uwolnię."


Jako, że jest to mój blog, pragnę Was poinformować, że mam zamiar oddać się nowemu dziełu, które będzie oparte na piosenkach Fall Out Boy z płyty Save Rock and Roll. Jako iż ukazały się jedynie cztery części Young Blood Chronicles, postaram się napisać cztery części opowiadania pt.: Young Blood Chronicles, które będą tylko i wyłącznie moją wizją artystyczną.

Audycja zawierała lokowanie produktu. XD

Jest za dobrze, aby się przejmować.


czwartek, 11 lipca 2013

I can't take another disappointment...

Nareszcie wyjeżdżamy odetchnąć. Wrócę końcem lipca, impreza urodzinowa Adama, a sierpień jakoś zleci na bezsensownym poszukiwaniu przecen w internecie. Podobno gdy kobieta zmienia włosy, zmienia całe życie. Chcę znów zmienić swoje (włosy), ale życie niech zostanie takie, jakie jest. Na zmiany pozostaję jednak otwarta. ;) Grzywko rośnij!

Moment, w którym zobaczyłam listy uczniów przyjętych do Miarki, był jednym z fajniejszych. Może z sześć nazwisk, które znam z gimnazjum. Nowi ludzie, nowy początek. Czysta karta. Świeży powiew wiatru.
Chyba tego mi brakowało najbardziej.

Dwa tygodnie spędzę w tej dobrze znanej dziurze w środku lasu. Czy mam z tym problem? Nie sądzę.
Pozytywne naładowanie jest czymś, co mam nadzieję nie zniknie do września. Pewnie będą kolejne kilkudniowe załamania, jak to mam w naturze, ale na pewno nie dam się zdołować niczego niewartym półmózgom, które zdecydowanie są częścią społeczeństwa idącą donikąd.

Na czas mojej nieobecności zostawiam Was z całym, niesamowicie, świetnym album Fall Out Boy.

wtorek, 9 lipca 2013

I'm still believing that life has a meaning...

Nadszedł czas, żeby wreszcie spakować cały swój syf do walizki i ruszyć z nim 450 kilometrów od miejsca zamieszkania. Trzeba w końcu coś robić przez dwa tygodnie.
"Witamy na pokładzie Miarki" - usłyszałam w poniedziałek. Zmiany nadchodzą. Nie tylko, jeśli chodzi o szkołę. Chyba jakoś inaczej patrzę ostatnio na pewne rzeczy. Przyjaciela tak naprawdę mam jednego. Reszta ludzi po prostu mnie lubi, toleruje, akceptuje moją obecność. A jak będzie w nowej szkole? Nie będę się starała zawrzeć przyjaźni, tylko nie narobić sobie wrogów. Pierwsze podobnie jak i drugie jest nieuniknione. Kumpli pewno będę miała, wrogów też, ale co ma być, to będzie.
Natomiast nie pozwolę, żeby ktoś, kto sam nie do końca wie, co chce robić ze swoim życiem, mówił, wmawiał mi, że nie dam rady.
Wyszło na to, że jestem jędzą, która ma w zwyczaju ranić ludzi i nie zwracać na to uwagi. Jeśli coś ci nie pasuje, to mi to powiedz, a nie siedzisz, nie odzywasz się do nikogo i myślisz, że ludzie się tym przejmą. Prawda jest taka, że nikogo nie obchodzi, co się z tobą dzieje. Spytają tylko, gdzie jesteś i na tym kończy się ich troska. 80% ludzi ma gdzieś twoje problemy, a 20% cieszy się, że je masz. Tak jest i nie możesz zrobić absolutnie nic, żeby to zmienić. (kolejne zdania będą napisane w formie osobowej męskiej, ponieważ od zarania dziejów rodzaj męski był ogólnikowy) Przyjacielu mój drogi, nigdy nie cieszyłeś się ze mną z moich sukcesów. Wręcz przeciwnie, starałeś się mi umniejszyć to, co udało mi się osiągnąć. Nigdy mi nie pomogłeś, a zawsze dołowałeś. Dlatego odcinam się od twojego syfu i jeśli nadal uważasz mnie za swojego przyjaciela, to zmień podejście, bo mam tego dość. Twoje słowa płynące z zazdrości, żalu, bądź zwykłej chęci sprowadzenia mojego mniemania o sobie do parteru, nie mają żadnego odbicia w moim życiu. Nie pozwolę, żebyś wmówił mi, że jestem bezwartościowa, pusta, okrutna, że moje marzenia nigdy się nie spełnią, że mi się nie uda. Próbujesz zabrać mi motywację i sam się nią nakarmić, ale nie uda ci się.
Bo nie jestem słabą, wiecznie płaczącą i nie radzącą sobie z absolutnie niczym dziewczynką, którą znałeś. Jestem silną, stojącą u szczytu świata, dążącą do celu choćby i po trupach jędzą. Sprawiasz, że tak się czuję i twój chwilowy, bądź mniej, smutek jest tylko pożywką dla potwora, którym niewątpliwie się staję.
Ale, czy żałuję wszystkiego, co mam zamiar zrobić?
Nie...

"Myślałam, że to wszystko pójdzie na nic.
W rzeczy samej, nigdy nie czułam się tak cholernie mała.

Zawsze szukałam jasnej strony,
Żeby odnaleźć siłę, na moment, w którym spadnę.
Nadal wierzę, że życie ma sens.
Nie mogę się pogodzić z myślą, że tak nie jest.

Jestem tak rozdarta, że próbuję to ukryć.
To jedyna prawdziwa rzecz, jaką mam.

I kiedy świat nie wie,
Co jest złe, a co dobre.
Ludzie nie potrafią zrozumieć powodów,
Dla których walczymy.
Coś musi się wreszcie opłacić.

(...)
Możesz nazwać to ostrzeżeniem.
To ostrzeżenie.
Toniemy w twoim niezadowoleniu.
Burzysz wszystko jak rak,
Jaka jest twoja odpowiedź?
Jesteśmy Jestem inna i to sprawia, że masz nas mnie dość.
Smutek czai się tu w każdym kącie,
Jest w naszych sercach.
Drogi Boże,
Nie chcę ci za bardzo zawracać głowy,
Ale wszyscy musimy się nauczyć,
Kiedy "dość" znaczy dość.

(...)
Dostałaś jedną szansę
I o jedną za dużo.
Co powie świat,
Kiedy powiem mu, że mydlisz wszystkim oczy?

(...)
Przemoc, dajcie mi przemoc,
Bo powiedzieli, że jesteśmy bezwartościowi.

Substancja, dajcie mi substancję,
Ciężkie kłamstwa na twojej koronie,

Podczas kiedy cię odcinam."

poniedziałek, 8 lipca 2013

Only hate the road when you're missing home...

Widziałam dzisiaj w szpitalu parę starszych ludzi, koło siedemdziesiątki, może i starsi. Małżeństwo, niewątpliwie. Pani leżała ciężko chora, a jej mąż troskliwie opiekował najlepiej, jak tylko potrafił. Prawda jest taka, że to, co mnie poruszyło, to fakt, że jego żona nie jest już prawdopodobnie tak piękna, sprawna, jak wtedy, kiedy ją poślubił, ale dla niego jest nadal najpiękniejszą kobietą na świecie.
Sposób, w jaki do niej mówił, jak się z nią obchodził, jak na nią patrzył, jak się martwił, jak ją dotykał, to wszystko pomimo upływu tak wielu lat nadal było czyste. Dla mnie każda para, która po pięćdziesięciu, lub więcej, latach bycia razem, nadal jest razem - jest dowodem na to, że miłość gdzieś tam istnieje.
Ale jak to kiedyś pewna niesamowita ruda pani powiedziała "Miłość przytrafia się cały czas ludziom, którzy są mili i bohaterom, którzy są ślepi."
Prawdą jest, że dopiero, kiedy coś stracimy, zaczynamy to doceniać. Dlatego przeważnie chcemy, żeby było zimno, kiedy jest ciepło i chcemy, żeby padało, kiedy świeci słońce. Napisałam kiedyś o tym piosenkę o drugiej w nocy... Do dzisiaj nie potrafię znaleźć tej kartki w czeluściach mojej szafy, ale słowa: "Chciałam wygrać, będąc ostatnia. Chciałam się śmiać, płacząc. Chciałam żyć, będąc martwą. Chciałam widzieć słońce, patrząc w dół. Chciałam kochać, nienawidząc wszystko wokół." to jedne z najbardziej prawdziwych rzeczy, jakie kiedykolwiek udało mi się stworzyć. Podobno przeciwieństwa się przyciągają, a w moim wypadku są one jak dwa te same bieguny magnesu... Gdyby jedno z nich się zmieniło, mogłyby się złączyć, ale nie stanie się to, bo oba bieguny są uparte i dlatego nigdy nie będą razem.
A czasami po prostu za bardzo ci na czymś zależy i pomimo tego, że dobijasz się drzwiami i oknami, nigdy nie uda ci się wejść do środka, bo wpuścili już kogoś innego.
Mówi się trudno i idzie się dalej, ale czasami nie jest to tak łatwe, jak wszyscy mówią. Czasami zaciskasz zęby, pięści i starasz się nie wyjść z siebie, ale później, z upływem czasu, przestaje ci zależeć na czymkolwiek, co jest związane z tą osobą, a później tracisz zainteresowanie tą osobą. Odpuszczasz sobie.
I to jest chyba najzdrowsze podejście to tematu "złamanego serca"... Serce możesz łamać wiele razy i z każdym razem jest to boleśniejsze, bo myślałeś, że wreszcie znalazłeś tą jedyną, tego jedynego, ale okazuje się, że to nie to... Po raz kolejny... Każde takie doświadczenie sprawia, że coraz trudniej jest ci komukolwiek zaufać, kogokolwiek wpuścić, ale kiedy wreszcie znajdziesz taką osobę... nie wiem... sama jeszcze takiej nie znalazłam. Ale kiedy znajdę miłość, powiem ci od razu, jakie to uczucie.

"Ale nie możemy uciec przeszłości, więc Ty i Ja nigdy nie będzie trwać."

"Potrzebujesz światła tylko, kiedy nie świeci zbyt jasno.
Tęsknisz za słońcem tylko, kiedy zaczyna padać śnieg.

Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.
Wiesz, że byłeś wysoko tylko, kiedy spadasz.
Nienawidzisz drogi tylko, kiedy tęsknisz za domem.
Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.
I pozwoliłeś jej odejść.

Patrzysz na dno swojej szklanki.
Masz nadzieję, że pewnego dnia uda ci się spełnić marzenia,
Ale marzenia dzieją się wolno, a odchodzą tak szybko.
Widzisz ją, kiedy zamykasz oczy,
Może pewnego dnia zrozumiesz, dlaczego
Wszystko, czego dotykasz, na pewno umiera.

Potrzebujesz światła tylko, kiedy nie świeci zbyt jasno.
Tęsknisz za słońcem tylko, kiedy zaczyna padać śnieg.
Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.
Wiesz, że byłeś wysoko tylko, kiedy spadasz.
Nienawidzisz drogi tylko, kiedy tęsknisz za domem.
Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.

Gapisz się na sufit w ciemności,
Nadal to samo, stare uczucie w twoim sercu.

Bo miłość dzieje się tak wolno, a odchodzi tak szybko.
Widzisz ją go, kiedy zasypiasz,
Ale nie możesz jej go dotknąć, ani zatrzymać.

Bo kochałeś kochałaśgo za mocno
I zbyt się zaangażowałeś zaangażowałaś.

Potrzebujesz światła tylko, kiedy nie świeci zbyt jasno.
Tęsknisz za słońcem tylko, kiedy zaczyna padać śnieg.
Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.
Wiesz, że byłeś wysoko tylko, kiedy spadasz.
Nienawidzisz drogi tylko, kiedy tęsknisz za domem.
Odkrywasz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść.

I pozwoliłeś jej mi odejść."

niedziela, 7 lipca 2013

What do you actually expect a broken mirror to reflect?

Nie rozumiem, nie zrozumiem. Jak można być tak... żałosnym?
Zwykłe zabawki, które bawią się sobą nawzajem. Rozbite lustro pokazuje krzywy obraz rzeczywistości. Jeszcze nie tak dawno moje oczy były takim lustrem. Tylko nie było ono rozbite, a zamazane. Zamazane przez te wszystkie łzy, którym nie pozwalałam się wydostać, bo ktoś by zauważył, że nie jestem tak silna. Jednak po wyczyszczeniu, oczyszczeniu lustra widzę, jak bezwartościowymi osobami zawracam sobie czasami głowę. Nie bezwartościowymi w każdym znaczeniu tego słowa oczywiście, a bezwartościowymi dla mnie. Zakochana byłam kilka razy, ale jest to najgorsza rzecz na całym świecie. Najpierw fruwasz sobie w różowych obłoczkach z cherubinkami, chodzisz po tęczy i kosztujesz tęczowej waty cukrowej, którą zrobiły specjalnie dla ciebie magiczne, kolorowe elfy z krainy słodkości, a potem okazuje się, że obiekt twoich westchnień ma cię głębiej niż w ciemnej dupie i uderzasz o kamienisto-błotniste, ciemne jak cholera dno monotonnej i okropnej rozpaczy, gdzie sępy niespełnionej przyszłości zjadają cię kawałek po kawałeczku. W końcu dostrzegasz jednak nikłe światełko, które już wcześniej widziałeś i idziesz do niego. To iskierka twojej nadziei, którą dostałeś w dniu narodzin, aby wyciągała cię z najgorszych dołów twojego życia. Łapiesz się jej i ciągnie cię ona w górę. Lądujesz w zdrowej rzeczywistości. Nie w tej, gdzie wszystko jest do dupy, a w tej, gdzie wszystko jest takim, jakim je uczynisz. Jeśli chcesz mieć się dobrze, działaj tak, aby było ci dobrze. Oczywiście, że pewnego dnia włączysz losowe odtwarzanie wszystkich piosenek i te, które opisują twój niedawny ból ułożą się jedna po drugiej, aby znów ściągnąć cię w otchłań rozpaczy, ale wtedy włączysz tą, która pomoże ci przetrwać na nowo, która przypomni ci, że już nie boisz się cierpienia i nawet jeśli nadejdzie, to będziesz gotowym stawić mu czoło.
Blizny nie zgoją się, jeśli wciąż będziesz tworzył nowe. Z grobu nicości i smutku nie wyjdziesz narzekając na to, jak jest ci źle.
Wstań, zrób coś, bądź kimś...
I nie pozwól, aby ktoś inny był twoją śmiercią.

"Czy oszalałam?
Pytałam o to siebie tysiące razy.

Uwięziona w swojej głowie,
Wyciągałam resztki rozsądku z pęknięć w mojej czaszce.
Czy jestem sama?
Otoczona przez cienie,
Równie dobrze mogę się dusić.
Diabeł przyszedł, żeby zabrać mnie do piekła,
Ale ja już tam poszłam.

(...)
Czy oszalałam?
Przewracałam się,
Krzyczałam, aż plułam krwią.
(...)

Czy jestem sama?
Głos w mojej głowie, z którym walczę,
Nie odejdzie od tak sobie.
Diabeł przyszedł, żeby zabrać mnie do piekła,
Ale ja już tam poszłam.
Czy oszalałam?
Czy jestem sama, otoczona przez śmierć?
Boję się, że to już koniec.

(...)
Nie możesz tego zabrać,
Nie potrafisz zwalczyć tych demonów.
Nie możesz zrobić nic, aby było dobrze,
Jesteś tym, przez którego tak cię czuję.
Przepraszam za to, co mam zamiar zrobić,
Próbuję okazać ci trochę sympatii,
Ale pamiętaj,
Że zesłałeś to na siebie sam.

(...)
Łzy, zostawiły plamę
I nie potrafię tego wyjaśnić.
Ból, zostawił dziurę,
W której powinno być moje serce.

Jestem zaślepiona gniewem
I nie mogę pozbyć się tego uczucia...
Irracjonalnego,
Porywczego,
Bez umiaru.

Nie pozwolę ci być moją śmiercią.
Odmawiam pozwolenia ci zdołować mnie.
Nie pozwolę ci zrobić ze mnie tej,
Która jest w błędzie,
Choć wcześniej traciłam głowę,

To teraz wracam i jest mi lepiej niż kiedykolwiek..."


środa, 3 lipca 2013

Untill I die I will sing our names in unison...

Nikt nie jest taki, jaki kiedyś był. Czas, ludzie, wspomnienia, świat, blizny, rany wszystko nas zmienia. Wszystko sprawia, że stajemy się inni niż ta osoba, którą byliśmy, powiedzmy, rok, dwa, czy trzy lata temu. Nieważne, co czujesz. Nieważne, jak źle ci jest. Nikogo to nie obchodzi, bo oni walczą z własnymi duchami, demonami, które ich zmieniają. Czy cierpiałeś kiedyś tak, że chciało ci się wyć z bólu i bezradności, ale nie mogłeś? Nie mogłeś, bo siedziałeś w ławce szkolnej i nie chciałeś, żeby ktokolwiek patrzył na ciebie, jak na wariata, którego powinno się izolować. Ludzie, którzy kiedyś powiedzieli, że będą dla ciebie, odeszli. Zniknęli, wbili nóż w plecy i zostawili cię, żebyś wykrwawił się w grobie swojej rozpaczy i agonii.
Nie wierzę już w ludzkość... Powinnam mieć ku temu powody, w końcu sama jestem wolontariuszką, ale z każdym dniem moja wiara w drugiego człowieka zanika... A wiary w miłość już w ogóle nie mam.
Nie oczekuję ciepłych słówek otuchy, nie chcę ich, bo one i tak nigdy nie są szczere.
Otwieranie się przed ludźmi jest zachętą dla nich, aby cię skrzywdzić. Już nigdy więcej tego nie zrobię. Nikt i nic na tym świecie nie jest warte tego, aby ranić samego siebie, ale co w momencie, gdy to właśnie ten świat jako całokształt jest powodem twojego smutku, który wyładowujesz na sobie?
Nie ma odpowiedzi na pytania, które mam w głowie. Żaden Bóg nie stworzył rzeczy, które widziałam.
Nie wiem, kto stworzył potwory z ludzi, którym kiedyś ufałam i oddałabym za nich wszystko.
Zostawiamy rzeczy, które mieliśmy i idziemy dalej, tak już jest z życiem...

"Znów przy Tobie, przyciągasz mnie do siebie.
 Ale sama nie wiem, czego...
Teraz, kiedy złapałam się,
Musiałam się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś,
Czego nigdy nie powinnam o Tobie pomyśleć.

Przyciągasz, zaciągasz mnie do siebie.
Ale sama nie wiem, czego chcę.
Masz to, jakiś rodzaj magii, hipnotyzujący.
Zostawiasz mnie w bezdechu.
Nienawidzę tego.
Nie jesteś tym, w którego wierzę.

Bóg mi świadkiem.
Teraz, kiedy złapałam się,
Musiałam się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś,
Czego nigdy nie powinnam o Tobie pomyśleć.
Przyciągasz, zaciągasz mnie do siebie.
Ale sama nie wiem, czego chcę, nie wiem czego, chcę,
Ale wiem, że to nie Ty.
W swoim sercu wiem, że to nie Ty.
(...)
Teraz już przynajmniej wiem, czego chcę...
Nigdy nie powinnam tak pomyśleć..."


poniedziałek, 1 lipca 2013

I'm the secret...

Nie będę przejmowała się kimś, kto nie przejmuje się mną.
Mimo wszystko miły był ten dzień i miło się zakończył.
I oczywiście cała piosenka nie jest tym, co chciałabym powiedzieć. Kiedy piszę (...), to naprawdę znaczy to, że pominięty tekst jest nieadekwatny do tego, co próbuję powiedzieć. Amen.

"(...)
Trudno jest zasnąć, kiedy te wszystkie ściany zdają się do mnie mówić
I całkiem śmieszne jest to, że się śmieję,
Bo moje serce jest tak spieprzone, że ledwo mogę znieść
Widoki i dźwięki samochodów na zewnątrz,
Czerwienie i zielenie na sygnalizatorach świetlnych.

Jedyna rzecz, której chcę to, to...
Jedyna rzecz, którą mam to, to...
Wspomnienia, które sprawiają, że się uśmiecham,
Dziewczyna Chłopak, który stałby, widząc to,
Jak bardzo nie mogę utrzymać rąk przy sobie.
A alkohol jest taki słodki,
Kiedy zmieszany z kłamstwami.
Wszystkie bitwy, które przegrywałam
Na nowo i na nowo.
A co jeśli byłam sekretem
I nie mogłeś go utrzymać?

I przysięgam, że wcześniej widziałam coś dobrego, ładnego w Twoich oczach.
I jeśli zaśpiewałabym to w dobrej tonacji
I grzecznie Cię poprosiła
O to, abyś znalazł drogę do domu...

(...)"