czwartek, 11 lipca 2013

I can't take another disappointment...

Nareszcie wyjeżdżamy odetchnąć. Wrócę końcem lipca, impreza urodzinowa Adama, a sierpień jakoś zleci na bezsensownym poszukiwaniu przecen w internecie. Podobno gdy kobieta zmienia włosy, zmienia całe życie. Chcę znów zmienić swoje (włosy), ale życie niech zostanie takie, jakie jest. Na zmiany pozostaję jednak otwarta. ;) Grzywko rośnij!

Moment, w którym zobaczyłam listy uczniów przyjętych do Miarki, był jednym z fajniejszych. Może z sześć nazwisk, które znam z gimnazjum. Nowi ludzie, nowy początek. Czysta karta. Świeży powiew wiatru.
Chyba tego mi brakowało najbardziej.

Dwa tygodnie spędzę w tej dobrze znanej dziurze w środku lasu. Czy mam z tym problem? Nie sądzę.
Pozytywne naładowanie jest czymś, co mam nadzieję nie zniknie do września. Pewnie będą kolejne kilkudniowe załamania, jak to mam w naturze, ale na pewno nie dam się zdołować niczego niewartym półmózgom, które zdecydowanie są częścią społeczeństwa idącą donikąd.

Na czas mojej nieobecności zostawiam Was z całym, niesamowicie, świetnym album Fall Out Boy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz