czwartek, 30 maja 2013

And I will never fucking follow your lead, and I will never fucking understand. So I'll focus on the future...

Nadejszła wiekopomna chwila, gdzie "sweet 12" zapoznają się z "Sempiternal" podniecają Oliverem i stają się wielkimi fankami. Nadszedł moment, w którym "różowe dziewice" zakładają czarne rurki, czarne koszulki i Vans'y, bo są takie "metalowe". Stało się Bring Me The Horizon wpada na strony takich czasopism, jak "Popcorn" czy "Bravo Girl", a mnie osobiście kurwica z tego powodu bierze.
Nazbiera się takich idiotek "Oli Sykes moim Bogiem" i się zesrać można, no. Nie chodzi mi o to, że słuchają BMTH, niech sobie słuchają, ale nie można robić czegoś takiego:
Ja: Jakie są twoje ulubione zespoły?
Sweet 12: One Direction i Bring Me The Horizon.
Ja:
Sweet 12:
Ja:
Policjant: Więc mówi Pani, że upadła na nóż 56 razy?
Ja: Tak, właśnie tak było, panie władzo.

Zdenerwowałam się. *wdech, wydech*

No, to jutro "Pani Róża" Part II

Przyznam się do czegoś, niechętnie, ale to prawda... Nie potrafię się pozbyć z głowy "Tonight I'm Getting Over You" Carly Rae Jepsen. Nie mogę. Wlazło rano i nie chce wyleźć. Poza tym, nie mam za bardzo, co ze sobą zrobić. Torturowanie samej siebie siedzeniem na kanapie, jedzeniem czipsów, marudzeniem nad tym, jak się wygląda i płakaniem, bo postacie w serialu mają lepsze życie miłosne niż ty - WCALE NIE MA SENSU I BOLI. kurde...
I mleko czekoladowe się skończyło...
Ania na wsi...
Cały weekend do dupy, no...
Dwa tygodnie szkoły. Sprawdzian z chemii, trzeba nadrobić geografię, wystawienie ocen, "pożegnalne" spotkanie rodziców i uczniów z wychowawcą, wycieczka klasowa (na którą nie wiem, czy mam jakiekolwiek chęci jechać), komers, koniec. Długo wyczekiwany koniec.
Kiedy ja mam złożyć papiery do szkoły, jak ja nawet nie mam, kiedy spać?
Wybrana Miarka, Kochłowice i Batory. Gdzie mnie wezmą, tam pójdę. (weźcie mnie do Miarki, weźcie mnie do Miarki, weźcie mnie do Miarki) Jeśli nie dostanę się do Mikołowa, to włamię się dyrektorowi do domu w środku nocy z maczetą, odchrząknę, aby go obudzić, miło się przywitam i spytam, czy weźmie mnie do swojej szkoły. Maczeta - argument nie do odparcia. Ubijcie, zabijcie, dobijcie mnie, jeśli nic mi nie wyjdzie. Chociaż ostatnio cały czas widzę "1111", wierzę, że jestem na dobrej drodze. :)


"Piszę przyszłość.
Piszę ją głośno.
Nie mówimy o przeszłości,
Nie mówimy o przeszłości, nie...
Więc piszę przyszłość
Zostawiam klucz, tutaj.
Czegoś zawsze będzie mi brakować,
Nie będę czuła pustki przez cały czas.
Po prostu pomyśl o przyszłości
I pomyśl o swoich marzeniach.
Wydostaniesz się stąd,
Uda ci się, ewentualnie.
Więc po prostu pomyśl o przyszłości,
Pomyśl o nowym życiu.
Nie daj się zgubić we wspomnieniach,

Skup się na nowej nagrodzie."




"No to nadchodzimy,
Masz jeszcze jedną szansę, aby to zrobić.
Lepiej nie strać kontroli,
Zanim wszyscy zapomną imię.
To na zawsze będzie moje.
Więcej niż sen, marzenie.
I nigdy nie pogodzę się z tobą, rujnującą wszystko.
I nigdy nie będę podążała za tobą,
Odpuszczam sobie ciebie,
Żebyś mogła się na mnie za to odegrać.
Przykro mi, że musiałaś oglądać, jak twoje życie się rozpada.
Teraz mój czas i jestem gotowa, by iść.
Zawsze byłaś pierwsza do krytykowania mnie, bo nie jestem taka, jak ty.
Widzisz, to, jak żyłaś sprawiło, że nie ma w twoim życiu nic wartego trzymania się.
I nigdy tego nie zrozumiem,
Ogromu nienawiści, który masz dla mnie.
Przeszłość to przeszłość, ruszam naprzód do nowych rzeczy.
No to nadchodzę,
Mam jeszcze jedną szansę, aby to zrobić,
Lepiej Nie strać stracę kontroli,
Zanim wszyscy zapomną twoje imię. Nikt nie zapomni mojego imienia."

środa, 29 maja 2013

I've been thinking lately about you and me...

Pamiętam każdy ruch, każde słowo, każdy gest. Jestem zbyt podatna, lub zbyt naiwna...

"Myślałam ostatnio o Tobie i mnie,
Wszystkie pytania bez odpowiedzi
Dotyczą tego, jak mogłoby być.
Mam nadzieję, że wiesz,

Że nigdy nie opuściłeś mojej głowy.
I jeśli kiedykolwiek Cię zawiodłam,
Przepraszam.
Widziałam Cię ostatnio,
Uśmiechasz się bardziej niż powinieneś.
A ja, byłam taka samotna.
Cieszy mnie, że masz się dobrze.
Nie mogę zapomnieć, jak nam było.
I jeśli kiedykolwiek Cię zawiodłam,
Przepraszam.
(...)"


niedziela, 26 maja 2013

Hospital for Souls...

Obiekt przyznaje, jednak wykazuje ciężkie oznaki skruchy. walczy, by poradzić sobie z własnym piętnem, doświadczonym w kilku próbach, opisuje swoja duszę jako "skurwysyn". Kiedy został poproszony o przyznanie się do własnej bezsilności, okazania wiary w siłę wyższą, obiekt odpowiedział negatywnie, twierdząc: "Śmierć jest jedynym zbawieniem". Obiekt zaczyna wykazywać oznaki cofania się; nie potrafi zobaczyć, jak to sam powiedział: "Napisu na ścianie." W fazie wyłączenia się pacjent porównuje swoją niedyspozycję do lunatyka. Podczas gdy obiekt usiłuje rozpoznać to, co robi wykazuje mocne uczucie antypatii do samego siebie. Wierzy w to, że nikt: "Nie chce go słyszeć, ani widzieć." To stadium, w którym zauważamy postęp i to, co ja nazwałbym Świętem Trzech Króli dla obiektu. Nareszcie akceptuje swoją chorobę i uświadamia sobie, że nie może być wyleczony, ale zatrzymany. Mówi, że nie może "pogrzebać", ani "rozstać się z tym uczuciem." Obiekt dochodzi do wniosku, że jego cierpienie jest, jak sam to opisał: "wieczne". To ten moment, w którym możemy zacząć leczenie jego stanu. Obiekt zaczyna proces segmentacji, dystansowania się od osobników, które skrzywdziły go w przeszłości, nawiązując do nich, jako do "węży".Podczas gdy obiekt postępuje w procesie swojego zdrowienia, opisuje emocje towarzyszące jego dysonansowi przeciwko osobnikom, którzy kiedyś sprawili, iż, wierzył, że łączy ich silna nić uczuć, przyznając, że "stracili kontakt". Ponadto obiekt wykazuje podwyższony stan świadomości co do rzeczy, do których, jak wierzy, kiedyś był apatyczny, pokazując inne spojrzenie na większość zwyczajnych ludzkich zachowań, twierdząc, że: "Nikt nie zmienia niczego". Obiekt demonstruje coś, co my znamy jako autosoteryzm, pogląd, mówiący, że tylko inny człowiek może nas zbawić. W tym stadium pacjent doświadcza kompletnej zmiany.
Podsumowując:
" Później zrozumiałem, jak ciężko jest się naprawdę zmienić. Nawet piekło staje się wygodne, gdy już się  nim zadomowisz. Po prostu chciałem, żeby ta samotność wewnątrz mnie zniknęła, ale nie ważne jak przejebane masz, ona zawsze jest z tobą, gdy się dołujesz. Śmieszną rzeczą jest; wszystko, czego chciałem, już miałem. W każdym dniu są przebłyski nieba. W przyjaciołach, których mam, muzyce, którą tworzę, miłości, którą czuję. Musiałem tylko zacząć od początku."

"Dnie są życzeniem śmierci, dzikie poszukiwanie wyjścia. Jestem bezsilna.
Delikatni, złamani, siedzą w kółkach i nic nie mówią. Jesteśmy bezsilni.
Wszyscy chodzimy po tej pustej klatce schodowej. Ciche korytarze i bezimienne twarze.
Jestem bezsilna.
Wszyscy chcą iść do nieba, ale nikt nie chce umrzeć.
Nie potrafię się już bać śmierci, umarłam tysiąc razy.
Dlaczego odkrywamy wszechświat, podczas gdy nie znamy samych siebie?
W naszych głowach jest pustka, z którą nikt nie odważy się
bytować.
Wrzuć mnie w płomienie. Patrz, jak płonę.
Rzuć mój świat w ogień. Patrz, jak płonę.
'Jak mamy się w skali od 1 - 10?
Możesz powiedzieć mi, co widzisz?
Chcesz o tym porozmawiać?
Jak się z tym czujesz?
Czy kiedykolwiek przykładałaś ostrze do swojego nadgarstka?
Czy omijałaś posiłki?
Spróbujemy dzisiaj czegoś nowego.
Jak się z tym czujesz?'
Trzymaj mnie mocno, nie puszczaj,
Patrz jak płonę.
Trzymaj mnie mocno, nie puszczaj,
Patrz jak płonę.
Trzymaj mnie mocno, nie puszczaj,
Patrz, jak płonę
W tym szpitalu dla dusz."









Wiesz, mówiłam, że już więcej nie wrócę do pisania o Tobie, ale nie masz pojęcia, jak bardzo cieszy mnie fakt, iż...miałam rację. Zawsze powtarzałam: "Jeśli nie boli cię teraz, poczekaj." I co?
Podobno nie czułaś smutku, złości, nie czułaś, że Karma cię dopadła. A teraz, jak to sama określiłaś, zamieniasz się w chodzącego wraka.
Nie będę cię dołowała jeszcze bardziej, bo po prostu szkoda mi energii, ale teraz ty sobie pocierp, a ja się pobawię.
"Wyszłam na tą złą i bezwzględną" - a może właśnie taka jestem?


czwartek, 23 maja 2013

Just crash, fall down...

I... dupa. Trochę tak nie mogę spać i trochę tak nie potrafię się skupić, i trochę tak cały czas o Tobie myślę, i trochę tak, no ten...
Nie wiem, jak napiszę jutro sprawdzian z matematyki. Nie wiem, jak wyjdę z chemii na 4. Nie wiem jak, ale będę miała ten głupi czerwony pasek na tym głupim świstku papieru, który nazywa się "Świadectwo Szkolne". Patrzę na swoje oceny i mi się normalnie płakać chce. Pomimo tego, że jest o wiele lepiej niż w pierwszym semestrze i mam mniej trójek, a więcej dobrych i bardzo dobrych, to nadal mam wobec samej siebie oczekiwania, których nie potrafię spełnić. Nie jestem dość dobra... w tym momencie nawet dla siebie. Wiara w lepsze jutro i nadzieja pomaga mi przetrwać codzienną walkę z szarą rzeczywistością. A że mamy niż demograficzny, to powinnam dostać się do upragnionego I Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Miarki w Mikołowie. Nie zmienia to jednak faktu, że tak bardzo chcę ten pasek...
I co prawda trochę mieszasz mi w głowie, trochę w niej siedzisz, trochę mi gorąco, gdy stoisz obok, ale muszę się skupić na tym, co jest teraz dla mnie naprawdę ważne.

"Patrzyłem na niego, słuchając tego cichego głosu w głębi duszy, który szeptał mojej podświadomości, aby kazała mi myśleć, że on czuje to samo. Szczerze, to miałem nadzieję, że czuje to samo. Chciałem tego. Jego." - A Splitting Of A Mind

"Czekaj, gdzie to mówisz, że byłeś?
Dokąd mówisz, że idziesz?
Z kim idziesz?
Trzymaj mnie w gotowości.
Daj mi znać.
Czekaj, zachowaj mnie w swojej skórze,
Zachowaj mnie w swojej piersi.
Poczekam aż to się zacznie,
Poczekam aż to się skończy.
Trzymaj mnie w gotowości.
Daj mi znać.
Ale gdy patrzyłam na niego, myślałam tylko o Tobie.
Gdyby tylko istniał dowód, który pokazałby Ci, że to prawda.
Byliśmy Byłam młoda.
Nastolatkowie.
Nie była to prawdziwa miłość,
Spędziła ten czas za kratami.
Smutno pomyśleć, że pozwoliłam Ci być więźniem miłości.
Łatwo temu być,
Coś, o czym miałam inne myśli.
Łatwo to było odczytać.
Nie pozwól się temu stać nieważną rutyną.
To dla mnie nieważne.
Ale gdy patrzyłam na niego, myślałam tylko o Tobie.
Gdyby tylko istniał dowód, który pokazałby Ci, że to prawda.
Tylko zauroczenie, rozczarowanie.
Przytul mnie znowu.
Zauroczenie, teraz nasz czas, aby to wszystko wyszło drugi raz.
Dorośliśmy,
Pracowaliśmy i zmieniliśmy się.
Tak, jak łatwopalni, płonęliśmy przez dnie.
Burzyliśmy te ściany, nic nie stoi nam na drodze.
Nic nie stoi nam na drodze.
I wiem, że powiedziałam to wszystko wcześniej,
Ale przeciwieństwa się przyciągają.
Próbujemy uciec, ale kończymy biegnąc z powrotem.
Wszystko czego chcę, to położyć się..
Tylko zauroczenie, rozczarowanie.
Przytul mnie znowu.
Zauroczenie, teraz nasz czas, aby to wszystko wyszło drugi raz..."




wtorek, 21 maja 2013

Could you check my pulse for me to see if I'm alive...

"Nikt nigdy nie powinien być sam."
I masz ci babo placek. Naważyłam sobie piwa, nagotowałam bigosu, to trzeba je wypić/go zjeść.
Czasami nie potrafię zrozumieć własnej psychiki. Wychodzę z domu, myślę: "Teraz, albo nigdy.", a wychodzi kompletnie nie to, co zaplanowałam. Nie rozumiem, dlaczego po raz pierwszy od tak dawna nie potrafię zrobić tego, czego chcę. Może zbyt się zaangażowałam? Ale...czy możesz się angażować, kiedy nie wiesz, na czym stoisz? Grunt niepewny może osunąć się w każdej chwili. Grunt pewny jest lepszy nawet, kiedy jest rozbitym szkłem, po którym stąpasz boso. I boli mnie świadomość tego, że ktoś inny może tak na mnie działać. Jak w kilka sekund z pewnej siebie, rozgadanej, roześmianej dziewczyny staję się cichą, rumieniącą się, stojącą w kącie osóbką. Nie rozumiem tego. Najgorsze, że każdy to widzi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Z resztą, na czym to w ogóle polega? Jak to się dzieje? Skąd to się bierze?
Wysokie nadzieje. Wielkie marzenia, jeszcze większe oczekiwania. Ale nie przyłożę się do spełniania marzeń i sprawiania, że się uśmiecham, bo zrobiłam coś dobrego, kiedy nie mogę się na niczym skupić, bo grunt jest niepewny. Cholera.

"Mógłbyś sprawdzić mój puls i zobaczyć, czy jestem żywa.
Za każdym razem, gdy jestem obok Ciebie, czuję się dobrze.
Jeśli istniałby jakikolwiek sposób, by cofnąć czas,
Zostałabym z Tobą.
Czasami siedzę i się zastanawiam,
Czasami chciałabym sobie odpuścić.
Jedyne, co wiem, to że nikt nie powinien być sam.
Nie chcę być sama.
Nie chcę umrzeć sama.

Mogłabym się rozpaść tu i teraz.
Nie chcę umrzeć sama.
Powiedz mi jaki jest sens życia?
Czy chodzi o materialność?
Miałam wszystko, czego chciałam i prawdopodobnie więcej.
Gdy leżę w łóżku nocą, wszystko, co robię to myślenie o Tobie,
Więc, kiedy to wszystko się skończy, do czego będę miała wracać?
Życie biegnie tak szybko.
Całkiem niedługo będę już stara.
Co będę miała oprócz historii, które wypowiedziałam,
Ale którymi nie mam się z kim podzielić.

Co mi zostało?
Powiedz, co mi zostało?
(...)
Nie chcę być sama.
Nie chcę umrzeć sama.
Mogłabym się rozpaść tu i teraz.
Nie chcę umrzeć sama."


niedziela, 19 maja 2013

Let love bleed red...

Zbliża się poniedziałek - dzień, w którym każdy z marzycieli dostaje kopa w dupę od rzeczywistości. Właściwie to nie jest to nawet "kop", to jest knock-out. 
Przyznam się szczerze do czegoś - gimnazjum było dla mnie takim jakby azylem. Uczyłam się, koegzystowałam z innymi ludźmi, bo musiałam. Miałam czas, żeby posiedzieć trochę z głową w chmurach. Wtedy nadszedł pierwszy dzień egzaminu gimnazjalnego. Obudziłam się z głuchym jękiem dezaprobaty i pamiętam, że powiedziałam: "Cholera, to już dzisiaj." Wtedy rzeczywistość kopnęła mnie w żołądek i powaliła na deski.
Z jednej strony cieszę się, że dorastam i zaczynam postrzegać pewne rzeczy inaczej niż dotychczas, a z drugiej na zawsze chciałabym pozostać wnerwioną na cały świat, wiecznie rozzłoszczoną piętnastolatką, której w głowie tylko to, jak namówić matkę, żeby puściła ją na koncert, aby mogła nabrać wokalistę na dziecko... WHAT?! Nieważne...
Bycie nabuzowanym ma swoje zalety - ludzie cię tak bardzo nie wkurzają, bo widzą, że coś jest nie tak i nawet do ciebie nie podchodzą, jak coś chcą. Wady? Bardzo często nie masz się do kogo odezwać...
Czy bycie tym, kim jestem teraz ma w ogóle jakieś zalety? W sumie chyba tak. Ludzie patrzą nam nie inaczej. Już nie jak na kogoś, kogo trzeba omijać szerokim łukiem, a jak na kogoś, z kim można pogadać, uśmiechnąć się i nie dostać w pysk.
Wczorajszy koncert wieńczący festyn był przykładem tego, że można dobrze się bawić, będąc częścią tego, co dzieje się w danym momencie. Można dobrze bawić się w realnym świecie.

A miłości pozwól krwawić...


sobota, 18 maja 2013

I found my exception...

Ta głupia nadzieja, kiedy widzisz to głupie zielone kółeczko obok nazwiska na facebook'u.
Nie napiszę pierwsza, nie będę się narzucać, a potem pluję sobie w brodę, że przepuściłam kolejną szansę rozmowy.
Fuck my fucking life.
A potem ten zaciesz, kiedy widzę czerwoną jedynkę obok znaczka skrzynki odbiorczej w telefonie.

Ok, od wczoraj mogę się podpisywać @lexannmarie z czystym sumieniem, nareszcie jestem "Marie".
Dwie godziny w kościele, makijaż, który do połowy mi spłynął za sprawą tego całego krzyżma, dziewczyny potykające się o własne obcasy. Dzisiaj rozniosłam z Anią dwa pisma i byłam na mszy z okazji święta patrona. Po południu festyn szkolno - rodzinny i przedstawienie napisane przez naszą klasę.
We wtorek "Młodzi Młodszym". Albo wreszcie pogadamy, albo zwariuję z niepewności.

Nie można tak po prostu zapomnieć o czymś, co było. Męczyło mnie to cały rok... Męczy mnie to od chwili, w której się poznaliśmy i nadal mnie męczy... Niby coś jest, a tego nie ma. Niby coś mogłoby być, a tego nie ma. Niby chcę, żeby coś było, a tego nie ma. Dlatego sama nie wiem, co zrobić. Mam odwagę, ale jej nie czuję. Mam chęć, ale tłumi ją niepewność. (Jeśli wyjdę na debilkę, to będzie Twoja wina.)

"Kiedy byłam młodsza widziałam, jak moja mama płacze
I rzuca wyzwiska na wiatr.

Złamała swoje własne serce i patrzyłam, jak próbuje poskładać je z powrotem.
Przysięgłam sama sobie, że nigdy nie zapomnę.
To był dzień, w którym obiecałam, że nigdy nie zaśpiewam o miłości,
Skoro nie istnieje.
Może gdzieś tam w środku wiem, że miłość nie trwa wiecznie.
Musimy znaleźć swój własny sposób, żeby przetrwała
i abyśmy wyszli z twarzą.
I zawsze żyłam tak, utrzymując ją w wygodnym dystansie.
I aż do teraz poprzysięgłam sobie, że jestem skazana na samotność,
Bo nic z tego nigdy nie było warte ryzyka.
Mocno trzymam się rzeczywistości, ale nie mogę przepuścić tego, co mam teraz przed sobą.

Wiem, że opuścisz mnie rano, gdy się obudzisz.
Zostaw mnie z jakimś dowodem tego, że to nie jest snem.
Jesteś jedynym wyjątkiem,

A ja powoli zaczynam wierzyć..."